wtorek, 2 czerwca 2015

Dzieci Wojny.Rozdział II Wróg zostaje sojusznikiem.

Rozdział II
Wróg zostaje sojusznikiem
Witajcie.Dziś opowiem wam o mojej pierwszej walce.
Szłyśmy z Luiza przez las,wesoło podskakując.Prawie zapomniałam,że zaledwie kilka kilometrów dalej ludzie do siebie strzelają.
Nagle Yuki usłyszała zbliżającego się do nas człowieka.Zaczęła szczekać jak szalona.Gdy przeciwnik zbliżał się do mnie i do Luśki życie stanęło mi przed oczami.Wiedziałam,że zaraz mogę umrzeć.Ale przecież nas jest trójka,a on tylko jeden-pomyślałam.Krzyczałam dodając otuch moim sojuszniczkom Yuki i Luizie.Uda nam się!Wreszcie wzięłam się w garść i również zaczęłam atakować wroga.Psiak głośno szczekał co dezorientowało rebelianta.O nie!Luiza została postrzelona!Nie daruję tego bydlakowi-mówiłam w myślach.
Nagle zaczęłam zachowywać się jak zwierze.Gryzłam i kopałam mojego przeciwnika,po czym przypomniałam sobie,że mam broń.Strzeliłam.Nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie.Czy ja zabiłam człowieka?-Wymknęło mi się na głos.Całe szczęście,że Luizie nie stało się nic poważnego.Nabój trafił tylko w rękę.Szybko zrobiłam jej opatrunek uciskowy.Wiedziałam jak to zrobić-mimo młodego wieku-ponieważ mój tata był ratownikiem medycznym.Obie byłyśmy wyczerpane,ale to była wojna!Nie było czasu na użalanie się nad sobą.Wzięłyśmy się w garść.Uciekłyśmy.
Wykopałyśmy dołek i przykryłyśmy go liśćmi.To był nasz prowizoryczny schron.Gdy usiadłam,uświadomiłam sobie,co ja narobiłam.Zabiłam człowieka.Jestem potworem.Zaczęłam płakać.Yuki tuliła się do mnie i lizała po dłoni.To mnie zawsze uspokajało.Luiza natomiast pocieszała mnie.Mówiła,że to nic złego,to wojna.Lepiej,że ja zrobiłam coś mu,niż on miałby zabić mnie,bo zapewne taki był jego zamiar.Po wypowiedzeniu tych słów ona również zaczęła płakać.I obie ryczałyśmy przez dobre parę minut.Przez resztę dnia nie wyszłyśmy z naszej "tajnej bazy".Zaczęłyśmy szczerze rozmawiać. Luiza przyznała mi się o jej rodzinie.Nie miała w domu za ciekawie.Ojciec pił i znęcał się nad rodziną,choć matka nie była lepsza.Później opowiedziałam jej o tym co się stało kilka dni temu.
W przeciwieństwie do Ciebie,wcale mi nie żal moich rodziców.Zapili się na śmierć.Byli siebie warci.Wcale za nimi nie tęsknię-Zwierzyła mi się Luiza.
Nie dowierzałam w to co ona mówi.Jak można nie kochać swoich rodziców?Jak można za nimi nie tęsknić?Po głowie chodziły mi tysiące myśli.Nagle usłyszałam kroki nieopodal naszego prowizorycznego schronu.Poszłam na zwiady.Schowałam się za drzewem.Ujrzałam chłopca.Był ode mnie starszy o co najmniej 2 lata.Było to widać.Miał czarne włosy średniej długości,zielone oczy.Był ubrany na czarno.Wszystko miał czarne.Wyglądał podejrzanie.Gdy chciałam wejść do schronu potknęłam sie i upadłam co narobiło niemałego hałasu.O nie!Zauważył mnie-pomyślałam.
Zaczął się do mnie zbliżać.Wydawał się nieśmiały.Wyglądał na wariata.Chyba skręciłam kostkę-wyżaliłam się.Ten nic nie odpowiedział.Po chwili otrząsnął się i pomógł mi wstać.Przedstawił mi się,choć widać było,że coś kręci.Nazywał się Alojzy,miał 13 lat,jego Ojciec był Amerykaninem,a matka Polką.Zaprosiłam go do kryjówki,wbrew woli Luizy.Wydawał się spięty.Widać było,że Yuki nie była zadowolona z nowego sojusznika.Lusia była bardzo zdziwiona i poprosiła mnie "na słówko".
Byłam tak podekscytowana zdobyciem nowej znajomości (bo jak już mówiłam,nie byłam powszechnie lubiana) że nawet nie zauważyłam,że to "reprezentant" wrogiego nam kraju.Jejku co ja narobiłam.Niegrzecznie by było go teraz wyprosić,ale boję się,że nam coś zrobi-myślałam.w późniejszym czasie okazał się całkiem przyjazny,choć wydawał się speszony i tak...Nieobecny.
Widać było na jego twarzy wymuszony uśmiech.Był podejrzany,choć świetnie mi się z nim rozmawiało.Gdy spytał czy może zanocować w naszym schronie przez kilka dni-zamurowało mnie.Nie wiedziałam co odpowiedzieć.Zgodziłam się,choć nie podobało się to Luizie.Gdybym tylko wiedziała,co ja właściwie robię....